boldyrecords.com logo
Krótka historia okularów 3D

Dodano: 2011-10-03 10:43:24


photo
photo

Od kilku lat okulary nie kojarzą się już tylko z latem. Gdy dziś myśli się o szkłach zakładanych na nos, przed oczami może jawić się też wieczór filmowy ze znajomymi. Ale okulary 3D nie są niczym nowym. Po prostu ostatnio jest o nich głośniej.

Ponad 150 lat tradycji.

Historia okularów 3D zaczęła się około roku 1853, kiedy niemiecki naukowiec Wilhelm Rollmann opracował metodę tworzenia obrazów trójwymiarowych. Wtedy oczywiście jeszcze statycznych, ale już z widoczną głębią.

W przypadku obrazów anaglifowych, o których mowa, obraz 3D powstaje poprzez nałożenie na siebie dwóch zdjęć wykonanych z lekkim poziomym przesunięciem – odpowiednio dla lewego i prawego oka widza. Obrazy obserwuje się przez różnokolorowe szkła.

Dla przykładu, w szkłach czerwono-niebieskich oko zasłonięte czerwonym filtrem postrzega czerwone fragmenty obrazu jako białe, a niebieskie jako czarne. Oko zasłonięte niebieskim widzi odwrotny efekt. Prawdziwa biel i czerń są widziane tak samo przez obydwoje oczu.

Resztą zajmuje się mózg: łączy dwa delikatnie różniące się od siebie obrazy i tworzy złudzenie głębi.

Metoda jest stara i niedoskonała. Powoduje zawroty głowy, obraz jest bardzo zniekształcony, a kolory fatalne. Ale swego czasu był to hit. Rozrywka była popularna jeszcze w XX wieku, sprzedano miliony domowych przeglądarek zdjęć, a w końcu rewolucja 3D trafiła też do kin.

Technologia anaglifu jest rozwijana nawet dzisiaj. W 2007 roku podczas International Broadcast Convention firma TriOviz zaprezentowała technologię INFICOLOR 3D, w której do tworzenia obrazu 3D użyto skomplikowanych kolorów magenty i zieleni.

Efekt w mniejszym stopniu zniekształcał obraz i pozwalał oglądać go nawet w 2D bez okularów. Wiele wskazuje jednak na to, że mimo tych postępów obraz anaglifowy powoli przechodzi do lamusa.

Wielki obraz, wielkie nadzieje

Kino bawiło się efektami 3D przez wiele lat, ale bez znaczącego skoku technologicznego. Pojawiły się chociażby pomysły na wykorzystanie efektu Pulfricha. Okulary z jednym przyciemnionym szkłem wykorzystywały zjawisko, które Carl Pulfrich opisał w 1922 roku.

Ciemne szkiełko na jednym oku osłabia w tym przypadku obraz. Jest on wolniej przesyłany do nerwu wzrokowego i do fragmentu mózgu, w którym składany jest obraz z obojga oczu. Obraz z oka przysłoniętego trafia więc do mózgu później. Tak powstaje złudzenie 3D.

Niestety tylko w przypadku obrazu, który jest w ruchu. Być może dlatego ta metoda nigdy nie weszła nawet na czoło peletonu.

Inaczej jest z polaryzacją. Od początku lat 50. do drugiej połowy 80. w USA można było obejrzeć kilkadziesiąt filmów 3D obserwowanych przez polaryzacyjne okulary 3D. W ich przypadku na ekranie wyświetlane są jednocześnie dwa obrazy o zmienionej polaryzacji. Okulary zakładane przez widza mają różne filtry polaryzacji na lewym i prawym szkle.

Dzięki temu do jednego oka dociera tylko światło spolaryzowane w jeden sposób, a do drugiego w drugi. Taka metoda pojawiła się chociażby w roku 1986 wpierwszym kinie 3D IMAX zbudowanym w Vancouver. Technologia polaryzacyjna jest wykorzystywana w tej i innych sieciach kin do dzisiaj.

Domowa rewolucja

Od dwóch lat obraz 3D zaczyna podbijać kina domowe. Na rynku pojawiły się odtwarzacze Blu-ray 3D, ceny telewizorów trójwymiarowych spadły w ciągu roku o połowę, a praktycznie wszystkie kinowe premiery 3D wychodzą również w wersji cyfrowej do odtworzenia w domowym zaciszu.

Rozpoczęła się też walka o wiodący standard okularów. W domowym kinie 3D można wybrać telewizory wykorzystujące okulary polaryzacyjne (podobne do tych z kin) lub migawkowe, w których każde szkło to tak naprawdę mały ekranik ciekłokrystaliczny zasłaniający z dużą prędkością raz jedno, raz drugie oko. Zsynchronizowanie ich z obrazem na ekranie pozwala tworzyć obraz 3D.

Obydwie metody mają swoje wady i zalety. Telewizory z okularami aktywnymi wyświetlają obraz w pełnym HD dla każdego oka, ale same okulary są cięższe, wymagają ładowania baterii i migają nieprzyjemnie przed oczami, co może powodować nudności i ból głowy. Z kolei okulary polaryzacyjne są lżejsze, tańsze i nie migają, ale obraz przez nie widoczny różni się od tego z paneli aktywnych. Często na niekorzyść.

Która strona zwycięży? O tym zadecydują klienci. Mają na to jeszcze kilka lat, zanim producenci nie udoskonalą technologii autostereoskopowej, w której 3D tworzy się bez używania okularów. Ale to dopiero pieśń przyszłości. Na razie pewne jest tylko to, że 3D powróciło i tym razem chce zostać na dłużej. Również w naszych domach.

 


 Źródło: lifesgoodblog.pl

Logo dół produkcje filmowe ludzie sprzęt realizacje galeria linki kontakt